sobota, 18 marca 2017

Mija marzec, co z Twoimi postanowieniami noworocznymi? 2017


Mija marzec, coraz częściej dostrzegam pierwsze przebłyski wiosny. Nie mogę się jej doczekać, bo wiosna robi z nami wszystkimi fajne "coś", które nie do końca potrafię sprecyzować. Dziś trochę przez sny, które nawiedziły mnie nocą, zaczęłam wspominać ostatniego Sylwestera, którego spędziłam w gronie ludzi, z którymi (stety, niestety) nie utrzymuję już kontaktu. Było naprawdę miło, może dlatego wspominam ten dzień właśnie 18 marca. Nowy rok przyniósł dla większości z nas czas na nowe cele, postanowienia, czas na zmiany. Jedni postanowili schudnąć 15 kg, inni zakończyć jakąś niezdrową relację, jeszcze inni mieli w planach przestać obgryzać paznokcie. Uwierzyliśmy, że ten rok może być lepszy od poprzedniego- że nasze życie przez zmianę daty może się zmienić. I wiecie co? Może. Może się zmienić, nie zupełnie przez zmianę daty, ale zmiana jest w waszych rękach i jeżeli to nowy rok miał być bodźcem- to super! Jeżeli spisałaś na początku stycznia listę postanowień, znajdź ją. Wiele z blogerek, które odwiedzam regularnie lub mniej, taką listę udostępniły. Wróćcie do tego posta. Jeżeli stworzyliście listę w głowie, przypomnijcie sobie, co zakładaliście. Zadajcie sobie pytanie. 


Czy nadal pamiętacie o waszych postanowieniach?


Wierzę, że część z Was na pytanie odpowie: tak. Wiem też, że większość, niestety, w wirze codzienności zupełnie o swoich planach zapomniała, straciła motywację lub zrezygnowała, bo to za trudne. Przypomniało mi to o pewnym mądrym zdaniu, które jeden z moich kolegów, udostępnił na facebookowej tablicy: Jeżeli nie potrafisz wytrwać tygodnia w swoich założeniach, jak masz wytrwać w swoich planach przez całe życie? Nie zawsze jest miło, przyjemnie i z nieba leci nam puch. Czasami jest ciężko, czasami w międzyczasie ktoś odchodzi, ktoś pojawia się w naszym życiu, często płyną łzy i jest pod górkę. Ale dziś, 18 marca, jesteś tą samą osobą, którą byłaś, kiedy pisałaś swoje cele. Wróć do nich, stwórz plan i osiągnij to, co sobie narzuciłaś. 


Przyznam się: na biurku obok mnie leży lista z dziesięcioma punktami, które chciałabym w tym roku odhaczyć. Każdy z nich jest dla mnie ważny na tyle, że nie potrafię go tu upublicznić. Ale mija trzeci miesiąc odkąd robię, co w mojej mocy, by dostać to, czego chcę, o czym marzę.


W międzyczasie przeżyłam trudne rozstanie, które na jakiś czas odebrało mi chęci do robienia czegoś ze swoim życiem. Rozstanie z facetem, przez którego stawałam się coraz słabsza. Ale to minęło. 


W międzyczasie miałam problemy w domu, ale one minęły.


Poniosłam kilka porażek, które mnie zasmuciły. Wstałam, bo one minęły.


Nie rezygnuj ze swoich planów, wizji lepszego życia, spełniania marzeń, tylko dlatego, że przez chwilę coś w twoim życiu się nie układa. Działaj, upadaj, idź dalej.
 Stojąc w miejscu zawsze w nim będziesz.


żródło; tumblr.com

piątek, 17 marca 2017

MORPHE 35F | ALIEXPRESS


Jakiś czas temu, przeglądając Instagram natknęłam się na zdjęcie palety z Aliexpress ze swatchami. Trochę poszukałam w internecie i znalazłam blog dziewczyny, która paletę zakupiła i jest bardzo, bardzo zadowolona. Słyszałam opinię, że są to oryginalne palety Morphe- po prostu bez loga. Ile w tym może być prawdy, chińczyk jeden wie. W każdym razie kilka dni później zamówiłam paletę za trochę ponad 14$ i pozostało mi tylko oczekiwać na przesyłkę. Zanim listonosz zapukał do moich drzwi, minęło około 2,5 miesiąca. Paczka zapakowana była bardzo solidnie we wszystkie folie i kartoniki, jednak dwa cienie odkleiły się. Na szczęście, żaden z nich nie uległ uszkodzeniu, więc po prostu je przykleję i będzie elegancko. Nie ma co ukrywać, paleta jest mocno, mocno inspirowana cieniami Morphe 35F. Nie oceniając, czy jest to dobre, czy złe, postaram się trochę opowiedzieć wam o właściwościach tych (spoileruję) pięknych cieni. Jeżeli, któraś z Was chciałaby linka do aukcji, na której kupiłam paletę- proszę o kontakt mailowy. 





Paleta składa się z 35  w większości błyszczących cieni, których pigmentacja i jakość powaliły mnie na kolana. Każdy z tych kolorów bardzo mi się podoba a cienie nakładane palcem wyglądają niemal jak foliowe. Ja się zakochałam! Dolny rząd to same maty, których pigmentacja jest hmm... przyzwoita. Nie ma na co narzekać, ale serca nie kradną. Prawie wszystkie kolory w konsystencji są bardzo masełkowate, nie osypują się, wyglądają przepięknie. 





Jestem posiadaczką kilku lepszych i gorszych palet. Śmiało mogę stwierdzić, że ta jest najlepszą jaką mam. Jestem oczarowana i mimo iż, nie jestem fanką kosmetyków z aliexpress, nie żałuję (wręcz przeciwnie), że zakupiłam tę paletę. Jestem pewna, że gdyby paleta sprzedawana była w Europie, pod szyldem jakiejś znanej marki, nie kosztowałaby mniej niż 200 zł. Zawiera 35 kolorów, w przeliczeniu na złotówki jeden cień kosztuje niecałe 2 zł. Kupiłabym ponownie, ponownie i ponownie! 




Wiele z błyszczących cieni używam do zrobienia kreski na oku. Moim zdaniem daje to przepiękny efekt i chociaż z makijażem oczu ciągle eksperymentuje, trenuję, to paleta ta bardzo ułatwiła mi sprawę i pokazała, że dużo zależy od kosmetyku, jakim na oku pracujecie.


















Co myślicie o tej palecie?

środa, 8 lutego 2017

Ulubieńcy stycznia 2017 ♥



Na początku posta o rzeczach, które mi się spodobały, muszę wspomnieć o tym co bardzo mi się w styczniu nie spodobało. Zaopatrzyłam się w nowy sprzęt do zdjęć, żeby blog wyglądał w miarę przyzwoicie, a chociaż lepiej niż dotychczas. Aparat mimo lepszych parametrów foty cyka gorsze niż poprzedni, tak więc przyznaję, że przeprosiłam i wróciłam na stare śmieci. Posty zmienią trochę swoją formę i wcale nie dlatego, że chcę robić pieniążki na swojej rzekomej oryginalności, tylko dlatego, że blogów, na których dziewczyny w sposób bardzo profesjonalny piszą o kosmetykach lepszych, gorszych jest naprawdę bardzo dużo. Fałszywą skromnością byłoby, gdybym napisała, że zupełnie nie znam się na makijażu a moje opinie o kosmetykach będą opiniami osoby, która maluje się jak umie, tylko na co dzień. Chciałabym wam przekazywać swoją wiedzę trochę z przymrużeniem oka. Jak koleżankom, nie obcym dziewczynom.  Reszta wyjdzie w praniu a Was zapraszam na moich ulubieńców pierwszego miesiąca 2016! 


Idąc makijażowo od początku, styczeń był dla mnie miesiącem testów nowego podkładu. Zdecydowałam się na Revlon Colorstay do cery tłustej i mieszanej, bo po moich starszych postach widać, że często na świecenie się mojej buzi w ciągu dnia narzekałam. Konieczne były 2-3 poprawki, co jak same pewnie wiecie jest bardzo niewygodne a z pewnością sprawia dyskomfort w postaci myśli: kurde, pewnie świecę się teraz jak... (same dopowiedzcie) i częste sprawdzanie stanu makijażu. Colorstay dał mi coś czego w podkładach od zawsze szukałam: krycie i trwałość. Nie potrzebuję poprawek makijażu, niezależnie od tego czy jest on na mojej twarzy 3, 7 czy 16 godzin. Bardzo się polubiliśmy i chociaż nieprawdą byłoby, gdybym powiedziała, że jest to lekki podkład (trochę robi tynk), to przy odpowiedniej aplikacji i dbaniu o skórę, nie powinien stwarzać problemów. To najlepszy podkład jaki miałam do tej pory i pluję sobie w brodę, że wcześniej po niego nie sięgnęłam. 




W styczniu wróciłam również do najlepszego pudru, z jakiego już w tamtym roku korzystałam. Mowa tu o słynnym Rimmel Stay Matte. Uwielbiam go, polecam koleżankom, które poźniej też bardzo go sobie chwalą. Jest to moje któreś z kolei opakowanie i przy mojej problematycznej cerze sprawdza się o wiele lepiej niż pudry z wyższej cenowo półki. Na promocji lub w drogeriach internetowych można go dorwać za kilkanaście złotych. Do konturowania/ocieplania twarzy super sprawdzał mi się bronzer Bell z Biedronki. Ma super odcień i świetnie zastąpił mój wysłużony i niestety popękany stary bronzer. Pigmentacja jest bardzo dobra, fajnie się rozciera. 






Wieczory w dużej części stycznia były wieczorami typowo zimowymi: długie, śnieżne i mroźne. Właśnie w tym okresie uwielbiam palić w pokoju świeczki. Tej zimy zdecydowałam się na świeczki marki Bispol, które zamawiałam ze strony klik. Wiem, że są dostępne również stacjonarnie. Widziałam je w Intermarche. Moim ulubieńcem był zdecydowanie Golden Touch. 







Chciałybyście aktualizację mojego codziennego makijażu? ♥


poniedziałek, 28 listopada 2016

IRRESISTIBLE Me | Hair Extensions


Jakiś czas temu na blogach zaczął się szał na produkty marki Irresistible Me. Mowa głównie o szczotkach prostujących i włosach clip-in. Nie chcę wam ściemniać, że nagle każda z nas postanowiła wydać całkiem ładną sumkę na przedłużanie włosów. Dostałyśmy propozycję współpracy. Propozycja, moim zdaniem, dosć ciekawa i warta zastanowienia. Nie chcę uogólniać, dlatego na swoim przykładzie, dodam tylko, że opinia jest moja, niezależna i mogłam napisać o włosach, co tylko zechcę. Zapraszam do zapoznania się z MOIMI odczuciami dotyczącymi włosów doczepianych marki clip-in, mam nadzieję, że okażą się one przydatne, szczególnie dla tych z was, które podobnie jak ja, jakiś czas noszą się z takim zakupem.