Mija marzec, co z Twoimi postanowieniami noworocznymi?


Mija marzec, coraz częściej dostrzegam pierwsze przebłyski wiosny. Nie mogę się jej doczekać, bo wiosna robi z nami wszystkimi fajne "coś", które nie do końca potrafię sprecyzować. Dziś trochę przez sny, które nawiedziły mnie nocą, zaczęłam wspominać ostatniego Sylwestera, którego spędziłam w gronie ludzi, z którymi (stety, niestety) nie utrzymuję już kontaktu. Było naprawdę miło, może dlatego wspominam ten dzień właśnie 18 marca. Nowy rok przyniósł dla większości z nas czas na nowe cele, postanowienia, czas na zmiany. Jedni postanowili schudnąć 15 kg, inni zakończyć jakąś niezdrową relację, jeszcze inni mieli w planach przestać obgryzać paznokcie. Uwierzyliśmy, że ten rok może być lepszy od poprzedniego- że nasze życie przez zmianę daty może się zmienić. I wiecie co? Może. Może się zmienić, nie zupełnie przez zmianę daty, ale zmiana jest w waszych rękach i jeżeli to nowy rok miał być bodźcem- to super! Jeżeli spisałaś na początku stycznia listę postanowień, znajdź ją. Wiele z blogerek, które odwiedzam regularnie lub mniej, taką listę udostępniły. Wróćcie do tego posta. Jeżeli stworzyliście listę w głowie, przypomnijcie sobie, co zakładaliście. Zadajcie sobie pytanie. 


Czy nadal pamiętacie o waszych postanowieniach?


Wierzę, że część z Was na pytanie odpowie: tak. Wiem też, że większość, niestety, w wirze codzienności zupełnie o swoich planach zapomniała, straciła motywację lub zrezygnowała, bo to za trudne. Przypomniało mi to o pewnym mądrym zdaniu, które jeden z moich kolegów, udostępnił na facebookowej tablicy: Jeżeli nie potrafisz wytrwać tygodnia w swoich założeniach, jak masz wytrwać w swoich planach przez całe życie? Nie zawsze jest miło, przyjemnie i z nieba leci nam puch. Czasami jest ciężko, czasami w międzyczasie ktoś odchodzi, ktoś pojawia się w naszym życiu, często płyną łzy i jest pod górkę. Ale dziś, 18 marca, jesteś tą samą osobą, którą byłaś, kiedy pisałaś swoje cele. Wróć do nich, stwórz plan i osiągnij to, co sobie narzuciłaś. 


Przyznam się: na biurku obok mnie leży lista z dziesięcioma punktami, które chciałabym w tym roku odhaczyć. Każdy z nich jest dla mnie ważny na tyle, że nie potrafię go tu upublicznić. Ale mija trzeci miesiąc odkąd robię, co w mojej mocy, by dostać to, czego chcę, o czym marzę.


W międzyczasie przeżyłam trudne rozstanie, które na jakiś czas odebrało mi chęci do robienia czegoś ze swoim życiem. Rozstanie z facetem, przez którego stawałam się coraz słabsza. Ale to minęło. 


W międzyczasie miałam problemy w domu, ale one minęły.


Poniosłam kilka porażek, które mnie zasmuciły. Wstałam, bo one minęły.


Nie rezygnuj ze swoich planów, wizji lepszego życia, spełniania marzeń, tylko dlatego, że przez chwilę coś w twoim życiu się nie układa. Działaj, upadaj, idź dalej.
 Stojąc w miejscu zawsze w nim będziesz.


żródło; tumblr.com

Ulubieńcy stycznia 2017 ♥



Na początku posta o rzeczach, które mi się spodobały, muszę wspomnieć o tym co bardzo mi się w styczniu nie spodobało. Zaopatrzyłam się w nowy sprzęt do zdjęć, żeby blog wyglądał w miarę przyzwoicie, a chociaż lepiej niż dotychczas. Aparat mimo lepszych parametrów foty cyka gorsze niż poprzedni, tak więc przyznaję, że przeprosiłam i wróciłam na stare śmieci. Posty zmienią trochę swoją formę i wcale nie dlatego, że chcę robić pieniążki na swojej rzekomej oryginalności, tylko dlatego, że blogów, na których dziewczyny w sposób bardzo profesjonalny piszą o kosmetykach lepszych, gorszych jest naprawdę bardzo dużo. Fałszywą skromnością byłoby, gdybym napisała, że zupełnie nie znam się na makijażu a moje opinie o kosmetykach będą opiniami osoby, która maluje się jak umie, tylko na co dzień. Chciałabym wam przekazywać swoją wiedzę trochę z przymrużeniem oka. Jak koleżankom, nie obcym dziewczynom.  Reszta wyjdzie w praniu a Was zapraszam na moich ulubieńców pierwszego miesiąca 2016! 


Idąc makijażowo od początku, styczeń był dla mnie miesiącem testów nowego podkładu. Zdecydowałam się na Revlon Colorstay do cery tłustej i mieszanej, bo po moich starszych postach widać, że często na świecenie się mojej buzi w ciągu dnia narzekałam. Konieczne były 2-3 poprawki, co jak same pewnie wiecie jest bardzo niewygodne a z pewnością sprawia dyskomfort w postaci myśli: kurde, pewnie świecę się teraz jak... (same dopowiedzcie) i częste sprawdzanie stanu makijażu. Colorstay dał mi coś czego w podkładach od zawsze szukałam: krycie i trwałość. Nie potrzebuję poprawek makijażu, niezależnie od tego czy jest on na mojej twarzy 3, 7 czy 16 godzin. Bardzo się polubiliśmy i chociaż nieprawdą byłoby, gdybym powiedziała, że jest to lekki podkład (trochę robi tynk), to przy odpowiedniej aplikacji i dbaniu o skórę, nie powinien stwarzać problemów. To najlepszy podkład jaki miałam do tej pory i pluję sobie w brodę, że wcześniej po niego nie sięgnęłam. 




W styczniu wróciłam również do najlepszego pudru, z jakiego już w tamtym roku korzystałam. Mowa tu o słynnym Rimmel Stay Matte. Uwielbiam go, polecam koleżankom, które poźniej też bardzo go sobie chwalą. Jest to moje któreś z kolei opakowanie i przy mojej problematycznej cerze sprawdza się o wiele lepiej niż pudry z wyższej cenowo półki. Na promocji lub w drogeriach internetowych można go dorwać za kilkanaście złotych. Do konturowania/ocieplania twarzy super sprawdzał mi się bronzer Bell z Biedronki. Ma super odcień i świetnie zastąpił mój wysłużony i niestety popękany stary bronzer. Pigmentacja jest bardzo dobra, fajnie się rozciera. 






Wieczory w dużej części stycznia były wieczorami typowo zimowymi: długie, śnieżne i mroźne. Właśnie w tym okresie uwielbiam palić w pokoju świeczki. Tej zimy zdecydowałam się na świeczki marki Bispol, które zamawiałam ze strony klik. Wiem, że są dostępne również stacjonarnie. Widziałam je w Intermarche. Moim ulubieńcem był zdecydowanie Golden Touch. 







Chciałybyście aktualizację mojego codziennego makijażu? ♥


IRRESISTIBLE Me | Hair Extensions


Jakiś czas temu na blogach zaczął się szał na produkty marki Irresistible Me. Mowa głównie o szczotkach prostujących i włosach clip-in. Nie chcę wam ściemniać, że nagle każda z nas postanowiła wydać całkiem ładną sumkę na przedłużanie włosów. Dostałyśmy propozycję współpracy. Propozycja, moim zdaniem, dosć ciekawa i warta zastanowienia. Nie chcę uogólniać, dlatego na swoim przykładzie, dodam tylko, że opinia jest moja, niezależna i mogłam napisać o włosach, co tylko zechcę. Zapraszam do zapoznania się z MOIMI odczuciami dotyczącymi włosów doczepianych marki clip-in, mam nadzieję, że okażą się one przydatne, szczególnie dla tych z was, które podobnie jak ja, jakiś czas noszą się z takim zakupem. 



JESIENNE NOWOŚCI #2 | Bell, Zaful, Bambino


Bardzo nie chciałam, abyście poprzedni post musiały przewijać godzinami, stąd też pojawia się jego druga część. Nie są to rzeczy, które kupiłam w jeden dzień, więc choć jest ich stosunkowo sporo, to zdecydowanie mniej niż przed moją akcją: zacznij w końcu oszczędzać. Pokaże wam kilka nowości lub nienowości u mnie. Co do kosmetyków- są to trzy tanie rzeczy, więc może tym zachęcę was do zapoznania się z moją opinią na ich temat. Warto czy nie? 

JESIENNE NOWOŚCI| Zaful, Garnier, Tołpa


Są kosmetyki, rzeczy, których często wam nie pokazywałam na blogu, bo nie były ani wystarczająco dobre na ulubieńców, ani wystarczająco złe na buble. Często też po prostu zapominałam, zużywałam i wyrzucałam je. Postanowiłam nabrać trochę systematyczności w dodawaniu postów o kosmetykach, których właśnie używam, rzeczach, jakie ostatnio kupiłam czy wyjątkowo przypadły mi do gustu. Ostatnio tych nowości, zwłaszcza w kwestii kolorówki, jest u mnie o wiele mniej, ze względu na to, że wzięłam się za konsekwentne zużywanie produktów, które leżą u mnie i leżą. Dziś, w końcu, wykończyłam mój dawny ulubieniec podkładowy Maybelline Affinitone (recenzja tutaj, test tutaj). I  wreszcie biorę się za podkład marki Bell! :)


✍️ OCENIAMY | SAMMYDRESS


Trochę tu nie pisałam a wiadomo, że nic bardziej nie zmotywuje leniwego blogera niż... terminy. Trochę się działo, trochę o tym wspomnę nawet w tym poście. Chciałabym wam dzisiaj pokazać rzeczy, które zamówiłam na azjatyckiej stronie Sammydress. Nie ukrywam, że żadnej z tych rzeczy nie kupiłam za własne pieniądze i nie chce wam ściemniać tekstami typu: mogłam sobie za to kupić nowe buciki hihi, ale jednak kupiłam koszulkę z Azji hihi. Post powstaje przy współpracy z tym sklepem i chciałabym, żeby moje opinie miały dla was charakter wyłącznie informacyjny. Wiele z tych rzeczy nie kosztuje, wbrew pozorom, tak tanio i równie dobrą opcją jest kupić coś podobnego w sieciówce za podobne pieniądze. Po długim wstępie zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu! :)


TEST: podkład Maybelline Afinitone i korektor Bell Ms. Perfect


Nie mam w planach nagrywania testów na żywo na youtube i nie sądzę, żeby coś w tej kwestii miało się zmienić. Wpadłam jednak na pomysł, żeby w ramach odskoczni od typowych i trochę nudnych recenzji, zestawić moją ocenę produktów zaraz po wykonaniu makijażu i po kilku godzinach. Dzisiaj było to 8 godzin. Nie jest to długo i od makijażu wymagam, żeby wyglądał przyzwoicie przez ten czas. Ostatnio odzwyczaiłam się od poprawek makijażu pudrem i mam wrażenie, że moja cera dosyć dobrze na to zareagowała. Sama w sobie ma jednak kiepski czas jest przesuszona niektóre kosmetyki wyglądają na mnie kredowo. No, ale zaczynajmy! 



Mija marzec, co z Twoimi postanowieniami noworocznymi?

Mija marzec, coraz częściej dostrzegam pierwsze przebłyski wiosny. Nie mogę się jej doczekać, bo wiosna robi z nami wszystkimi fajne &...